• Wirtualny spacer po Strefie Historii
  • SH
  • Repertuar
  • Slajd Wirtualny Spacer
  • rodzinka
  • Idzie sobie Grześ...
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Schronisko w Krzesimowie
  • Zdrowy Świdnik
  • Załatw sprawę w Urzędzie
czwartek, 28 czerwiec 2018 15:00

Burmistrz z absolutorium

Radni miejscy podsumowali zeszłoroczny budżet. Ocenili także pracę władz miejskich w 2017 roku i zdecydowali, niemal jednogłośnie, o udzieleniu burmistrzowi absolutorium.

Zeszłoroczny budżet opiewał na około 140 mln zł. Jak tłumaczyli przedstawiciele ratusza, miał on przygotować wielkie inwestycje, które już ruszyły, bądź lada moment się rozpoczną.

- Na każdy rok budżetu trzeba patrzeć w pewnej perspektywie czasowej. Niedługo będzie nam potrzeba na inwestycje około 138 mln zł. Żeby je uzbierać, przez kilka lat trzeba było dokonywać montażu finansowego. Mieszkańcy, instytucje czy grupy formułują swoje oczekiwania w oderwaniu od całości. Natomiast chodzi o to, żeby wszystkie aspekty zsynchronizować i zgrać w całość. Rok 2017 był czasem przygotowawczym. W jego trakcie powstały projekty wielkich inwestycji, m.in: budowy ul. Kusocińskiego, Rejkowizna czy al. NSZZ Solidarność - wyliczał burmistrz Waldemar Jakson.

Dochody zeszłorocznego budżetu zostały zrealizowane w 100 proc. Wzrosły wydatki na oświatę i pomoc społeczną. Podczas oceny zeszłorocznego budżetu nie mogło zabraknąć planowanej budowy kompleksu basenów.

- Zgromadziliśmy na tę inwestycję 30 mln zł, ale ceny na rynku znacznie wzrosły. Musieliśmy więc znaleźć jeszcze 20 mln zł. Mamy też w perspektywie pozyskanie środków unijnych, ale jeśli się nam uda, to w trakcie wykonywania inwestycji, albo już po jej zakończeniu - mówił W. Jakson.

Radni pozytywnie ocenili wykonanie zeszłorocznego budżetu.

- Widać zaangażowanie burmistrza i troskę, żeby zrealizować długo oczekiwane przez mieszkańców inwestycje. Chciałbym podziękować burmistrzowi za pracę, którą wykonał, bo jest ona rzetelna - mówił radny Andrzej Kaciuczyk.

- Wiele zadań pojawiało się też na bieżąco. Dotyczyły różnych sfer naszej społeczności. W takich dziedziny jak sport, kultura i oświata nie obniżaliśmy dotychczasowych poziomów, a kierowaliśmy takie środki, które umożliwiały utrzymanie ich na dotychczasowym poziomie lub wyższym. Chwała też panu burmistrzowi i urzędnikom, którzy sięgnęli po duże środki unijne - dodawał Janusz Królik, przewodniczący rady miasta.

Radni docenili również zaangażowanie miejskich urzędników i jednostek podlegających ratuszowi. Podczas głosowania byli niemal jednomyślni. Tylko jedna osoba wstrzymała się od głosu, pozostali pozytywnie ocenili działania burmistrza i zdecydowali o udzieleniu mu absolutorium.

środa, 27 czerwiec 2018 10:28

W ojczyźnie Kunta Kinte

Gambia ma 50 kilometrów szerokości i kilkaset długości. Leży wzdłuż rzeki o tej samej nazwie, która ciągnie się przez cały kraj i dzieli go na pół. Do tej pory nie postawiono na niej ani jednego mostu. Podobno Gambia jest też ojczyzną legendarnego Kunta Kinte. W przeszłości biali wywieźli stamtąd ponad 3 miliony niewolników. Państwo podzielone jest na cztery dystrykty, w których używa się czterech różnych języków. Angielski nie jest żadnym z nich. Piątka Polaków postanowiła wybrać się tam na osobliwą wycieczkę. Taki tygodniowy, charytatywny survival. Wśród nich był Łukasz Langwiński, mieszkaniec Jackowa.

Każdy z podróżników wsiadał do samolotu z 10-kilogramowym bagażem, który miał wystarczyć na każdą okoliczność, w zdrowiu i chorobie.

- To był impuls. Przeczytałem ogłoszenie o „Wyprawie Gambia” i postanowiłem, że jadę. Organizował ją Dominik Skurzak, wychowany w Afryce fotoreporter, podróżnik, autor przewodników, organizator wycieczek turystycznych. Tym razem postanowił spróbować czegoś innego. Bez hoteli all inclusive, dni ułożonych zgodnie z planem, za to w kontakcie z prawdziwą Gambią, jej przyrodą i mieszkańcami – tłumaczy Łukasz Langwiński.

Drugiego dnia wyprawy dotarli do Vassu, gdzie znajduje się zabytek UNESCO, tak zwane afrykańskie Stone Henge. Podobno kamienny krąg odzwierciedla układ gwiazd, ale kto, po co i kiedy go ustawił, pozostaje tajemnicą. Ponieważ trafili na miejsce poza sezonem, jedyną osobą, jaką zastali był kustosz obiektu, który w drodze wyjątku pozwolił im zostać. Zapytali więc, jak mogą się odwdzięczyć.

Zepsute jest zepsute

Roboty było sporo, bo w miejscowej mentalności nie funkcjonuje pojęcie „naprawa”. Jeśli coś się zepsuło, jest zepsute i już. Dzięki zabranym ze sobą narzędziom, udało się pozbijać do kupy połamane ławki i stoliki.

- Kolejnego dnia rano postanowiliśmy wysłać swojego gambijskiego przewodnika do pobliskiej wioski z pytaniem czy nie można zrobić czegoś dla jej mieszkańców. Okazało się, że jedna z biednych rodzin nie ma w domu drzwi i okien. Kiedy przyjdzie burza piaskowa, wnętrze domu zamienia się w pustynię. Wstawienie blaszanych drzwi i okien zajęło cały dzień. Na szczęście materiał był na miejscu, ale brakowało nawet młotka i gwoździ. Wyglądało tak, jakby czas zatrzymał się w średniowieczu – opowiada Ł. Langwiński.

Polscy śmiałkowie mieli chęć pomóc miejscowym w łowieniu ryb. Na własnoręcznie wykonanych łódeczkach wypływają 15 kilometrów w ocean, na połów. Wracają albo nie. Jeśli nie, na drugi dzień sąsiedzi, na podobnych łódeczkach wyruszają na poszukiwania. Te okoliczności odebrały Polakom odwagę. Nie wypłynęli. Kolejne dni upłynęły w buszu. Na bocznej, szutrowej drodze postanowili poczuć afrykańskie gorąco. W końcu miał być też survival. W pełnym umundurowaniu, zabezpieczeni przed skorpionami i wężami, w 39 stopniowym upale przeszli 12 kilometrów, które nieźle dały im w kość.

- W pierwszej napotkanej wiosce mieszkańcy nie potrzebowali pomocy. Przynajmniej tak mówili, ale chyba po prostu nie chciało im się wstać. Życie w buszu polega na tym, że mężczyźni spędzają całe dnie w altanie na środku wioski. Kobiety w tym czasie przynoszą wodę, przygotowują posiłki. Tak się dzieje w porze suchej i ramadanie, czyli świętym miesiącu muzułmanów, do których zalicza się 97 procent Gambijczyków. Zaledwie 3 procent to chrześcijanie, którzy jednak nie mogą narzekać na złe traktowanie. Muzułmanie są tam bardzo tolerancyjni, co więcej, masowo świętują Boże Narodzenie i ubierają choinki – mówi podróżnik. - Zatrzymywaliśmy się w każdej napotkanej wiosce, żeby miejscowe dzieci nacieszyły się widokiem białego człowieka, którego widują niezwykle rzadko, a wiele chyba widziało go w ogóle pierwszy raz w życiu. Dotarliśmy w końcu do wioski, w której od trzech miesięcy nie było studni. To znaczy była, ale zepsuta, a jak wiadomo, zepsuta to zepsuta. Zazwyczaj w każdej wiosce są, na wszelki wypadek, dwie studnie. Jednak w tym wypadku obie nie nadawały się do użytku, ponieważ druga, na miesiąc przed zakończeniem pory suchej, wysychała. Do następnej miejscowości było 15 kilometrów, które przy tej temperaturze trudno przemierzać na piechotę, nawet po wodę. Tymczasem brakować może wszystkiego, ale bez wody wioska nie przeżyje.

Ambitni charytatywni survivalowcy z Polski postanowili naprawić pompę. Zdjęli abisynkę nakręconą na 20 metrową rurę. Nasmarowali, żeby uruchomić mechanizm i zalali wodą. Zachwyceni tubylcy orzekli, że wszystko jest w porządku i woda, chociaż ciepła, pochodzi ze źródła. Niestety, już wieczorem okazało się, że ich optymizm był przedwczesny. Studnia znowu nie działała. Rano nie poszło już tak gładko. Abisynka rozleciała się rękach. Na szczęście 100 kilometrów od wioski mieszkał fachowiec, który 18 lat wcześniej montował pompę i miał na składzie nowe urządzenia. Podróżnicy „zrzucili się” i za 500 zł uszczęśliwili miejscowych. Po 5 godzinach studnia była w wiosce.

Wizyta na szczeblu

Wbrew trudnościom komunikacyjnym, wieści w buszu rozchodzą się bardzo szybko. W wiosce zjawił się szef administracji całego dystryktu. Mercedes klasy S, kapiący od złota strój małżonki, która nawet nie opuściła auta, bo gorąco. Przyjechał zobaczyć białych i sprawdzić, co robią na jego terenie.

- Bardzo się ucieszył, że naprawiliśmy pompę. Wiedział o kłopocie wioski, ale jakoś do tej pory nie zrobił nic, żeby jej pomóc. Może dlatego, że jak zepsute, no to przecież zepsute. Uściskał nas, podziękował i pojechał. Mieszkańcy nie mieli mu za złe braku wcześniejszej interwencji i obiecali, że będą modlić się za nas przez miesiąc, co w zupełności nas zadowoliło – przyznaje Ł. Langwiński.

Gambia jest jednym z najbezpieczniejszych krajów Afryki. Skoro jednak policjant zarabia tam równowartość 15 zł dziennie, trudno się dziwić, że czasem bierze go pokusa nastraszenia białego turysty. Jednak prawdziwe problemy zaczynają się, kiedy natkniesz się na służby specjalne. Pierwsza przygoda spotkała naszych wędrowców już na lotnisku w Banjungu, narodowym, chociaż trochę mniejszym od świdnickiego.

Ketonal nie narkotyk

- Wszyscy byliśmy w strojach survivalowych. Mundury, wojskowe plecaki… Zarzucili nam, że jesteśmy żołnierzami, żeby było śmieszniej, kolumbijskimi, jako że jeden z kolegów miał koszulkę marki Kolumbia. Przesłuchiwali nas trzy godziny i przyznam, że trochę się przestraszyłem. Już prawie wyjaśniliśmy, że nie jesteśmy żołnierzami z Kolumbii, kiedy zadano nam pytanie, co robimy w Polsce. Jeden z kolegów przyznał się, że szkoli strażaków w Wyższej Szkole Pożarnictwa i…. został uznany za podpalacza. Każdy z nas musiał udowodnić, że wykonuje deklarowany przez siebie zawód. Szczególnym przypadkiem przy innej okazji, dla nas zbawiennym, był lekarz anestezjolog, który wyjaśnił, że ketonal nie jest narkotykiem. Inaczej mielibyśmy gigantyczne problemy z muzułmańskim prawem Gambii.

Gdyby przyszło jeszcze raz pojechać?

Pomimo różnych stresujących sytuacji, Łukasz Langwiński już planuje kolejną wyprawę: - Spotkałem tam wielu normalnych, życzliwych ludzi. Każdy próbuje cię zagadnąć, pyta o samopoczucie i czy wszystko w porządku. Wszyscy są uśmiechnięci. Do życia wystarczy im posiadanie wody. Można się tam czuć na tyle bezpiecznie, że następny wyjazd próbowałbym już zorganizować sam, zabierając znajomych. Koniecznie chce tam lecieć również moja 13-letnia córka, która początkowo bardzo sceptycznie podchodziła do moich pomysłów.

Jan Mazur

niedziela, 24 czerwiec 2018 13:54

Wpadli podczas podlewania

Ponad 60 roślin konopi indyjskich i ponad 170 g suszu roślinnego zabezpieczyli policjanci na terenie jednej z działek. 22-latek i jego o 5 lat starszy kompan trafili do aresztu.

Przed kilkoma dniami świdniccy kryminalni zatrzymali dwóch mieszkańców Świdnika, którzy przyjechali na jedną z miejscowych działek, gdzie uprawiali krzaki marihuany. Młodzi mężczyźni wpadli na gorącym uczynku, podczas pielęgnacji roślin. Mieli ze sobą również nowe sadzonki, które zamierzali zasadzić w ziemi.

- Policjanci na terenie działki zabezpieczyli w sumie ponad 60 krzewów konopi oraz ponad 170 g suszu roślinnego. Z takiej ilości narkotyków można byłoby sporządzić ponad 600 dilerskich działek - informuje Elwira Domaradzka, rzecznik KPP w Świdniku.

22- i 27-latek w piątek zostali doprowadzeni do sądu, który zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie. Grozi im nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

sobota, 23 czerwiec 2018 10:32

Cenimy swobodę

Każdy lubi podróżować, poznawać nowe kraje i kultury, próbować egzotycznych potraw. Chcemy rozmawiać z miejscowymi, rezerwować pokój hotelowy czy zamawiać danie w restauracji, nie wstydząc się, że nie znamy języka. By samodzielnie radzić sobie podczas zagranicznego wyjazdu, coraz więcej osób decyduje się na lekcje angielskiego, ale też hiszpańskiego czy portugalskiego. Właśnie te języki można poznać w szkole języków obcych online „Hiszpański i Portugalski”, którą prowadzi Karolina Kierepko.

- Skąd chęć poznawania nowych języków?

- Zaczęło się 12 lat temu w liceum. Uczyłam się wtedy dwóch języków. Kontynuowałam angielski i rozpoczynałam hiszpański. Miałam bardzo energiczną i wymagającą nauczycielkę, panią Agnieszkę. Potrafiła przekazać materiał w prosty sposób. Po pierwszym roku wyjechałam do Hiszpanii. Byłam w Madrycie i Walencji. To kolorowy kraj, bardzo pozytywny. Ludzie są mili, cały czas się uśmiechają, często mnie zagadywali. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Od tamtej pory każde wakacje spędzałam w Hiszpanii. Jeździłam na kursy językowe, jako au-pair, byłam kelnerką, animatorką i trenerką fitness. Językiem portugalskim natomiast zafascynowałam się podczas wyjazdu do Porto. Uczyłam się go również podczas studiów. Początkowo myślałam, że jest podobny do hiszpańskiego, ale okazał się o wiele trudniejszy. Wyjechałam na wymianę do Lizbony, gdzie ćwiczyłam go w naturalnym środowisku. Otaczałam się Portugalczykami oraz osobami, które porozumiewały się wyłącznie po portugalsku albo hiszpańsku, aby rozwijać swoje umiejętności. Ciągłe wyjazdy uświadomiły mi, że oba języki są dla mnie ważne. Dzięki nim poznałam wiele osób, zwiedziłam piękne zakątki Półwyspu Iberyjskiego i nauczyłam się samodzielności. Dziś nauczanie jest moją pracą.

- Dlaczego postanowiła Pani związać z nimi życie zawodowe?

- Oba języki są bardzo dźwięczne, a ich nauka sprawiała mi przyjemność. Byłam uparta. Chciałam wiedzieć wszystko o Hiszpanii i Portugalii, znać każde słowo. Uczyłam się pilnie i systematycznie, a dzięki wyjazdom wiedziałam, że mój wysiłek nie idzie na marne. Po kilku latach zdałam sobie sprawę, że chcę być nauczycielką. Jeszcze w liceum udzielałam korepetycji z matematyki, do której pasją zaraził mnie tata. Lubiłam tłumaczyć, jak podejść do danego zadania. Na studiach odbyłam też praktyki jako nauczyciel hiszpańskiego. To było fantastyczne. Wtedy poczułam, że nauczanie jest tym, na czym chciałabym się skupić.

Dlaczego otworzyła Pani szkołę?

- Pracując dla kilku placówek zauważyłam, że lubią trzymać się jednego podręcznika, przez co, jako nauczyciel, niewiele mogłam wnieść od siebie. Moja kreatywność była ograniczana, a ja miałam tak wiele do przekazania. Marzyłam o własnej, małej, ale bardzo otwartej na świat i uczniów szkole. Rok temu uruchomiłam placówkę online na stronie www.hiszpanskiiportugalski.pl. Prowadzimy lekcje hiszpańskiego, portugalskiego, angielskiego, holenderskiego, a dla obcokrajowców - polskiego.

- Nauka online to wciąż nietypowa forma. Jak się przyjęła?

- Jestem osobą, która lubi podróżować i nie chce być ograniczana. Kiedy prowadzę lekcję, nieistotne skąd to robię. Najważniejsze jest dobre łącze internetowe, obecnie wszędzie dostępne oraz spokojne miejsce, w którym mogę rozłożyć komputer i połączyć się z uczniem. Zajęcia online to bardzo wygodna forma, która świetnie się sprawdza. Moi słuchacze są zadowoleni i chętnie uczą się języka. To metoda przyjemna i bezstresowa. 75% lekcji poświęcamy mówieniu, na drugim miejscu stawiamy gramatykę.

- Waszymi klientami są nie tylko świdniczanie.

- Szkoła działa online, dlatego korzystają z niej mieszkańcy Świdnika, jak i osoby z całej Polski oraz świata. Moi uczniowie mieszkają w Hiszpanii, Portugalii, ale też poza granicami Europy. Są pracownikami małych firm, uczniami, studentami. Zainteresowanie językami hiszpańskim i portugalskim ciągle rośnie. Widzę, że powoli dogania angielski czy niemiecki.

- Jak wyglądają lekcje?

- Prowadzone są w przyjaznej atmosferze, na platformach edukacyjnych dostosowanych do poziomu i oczekiwań ucznia. Mogą być indywidualne lub grupowe. Z dziećmi nauka odbywa się poprzez zabawę. Młodzież uczy się regularnie, ponieważ potrzebuje więcej wsparcia. Przygotowujemy ich do egzaminów i pierwszych wyjazdów za granicę. Dorośli decydują się na lekcje tuż po wakacjach w Hiszpanii albo Portugalii, bo są zachwyceni tamtejszą kulturą i ludźmi. Nie chcą powracać do szkolnych czasów, kiedy nauczyciele skupiali się wyłącznie na gramatyce. Chcą rozmawiać z mieszkańcami, być samodzielni w czasie wyjazdów. Pierwsza lekcja jest zapoznawcza. Ustalamy plan i zasady nauki.

- Jakie są jej zalety?

- Myślę, że nauka online ma ich wiele, ale jak ze wszystkim, musimy sami spróbować, żeby się przekonać, czy to jest dla nas. Na przykład, jest mniej stresująca niż tradycyjne zajęcia. Uczeń sam wybiera dzień i godzinę, nie musi dostosowywać się do planu szkoły i wychodzić z domu. Wystarczy internet i słuchawki z mikrofonem. Notatki sporządza nauczyciel. Słuchacz może w każdej chwili je pobrać, przejrzeć w komputerze, komórce czy tablecie i wydrukować. Korzystamy też z wysokiej jakości nagrań audio. Istnieje możliwość zapisania całych zajęć w formacie mp3. Łączymy się z uczniami nie tylko przez Skype’a, ale również FaceTime lub Hangouts. Nasi lektorzy korzystają z wielu aplikacji i narzędzi, dzięki którym mogą tworzyć zadania w trakcie lekcji. Pracujemy nad wszystkimi aspektami języka: mówieniem, słuchaniem, czytaniem i pisaniem. Dzięki temu uczeń zyskuje większą pewność siebie i swobodę mówienia.

- Istnieje prawdopodobieństwo, że słuchacz, zwłaszcza młody, nie będzie potrafił skupić się na nauce, pracując przy komputerze. Jak sobie Pani z tym radzi?

- Moi najmłodsi słuchacze mają po 10 lat. Im nauka online kojarzy się z rozrywką. Bardzo chętnie łączą się z lektorem, a dzięki grom i zabawom uczą języka i zdrowej rywalizacji. Mają zajęcia zwykle w małych grupach, na przykład siostra-brat czy też kolega-koleżanka. Lekcja trwa od 45 do 60 minut. Staramy się efektywnie wykorzystywać ten czas.

- Oprócz Pani, zajęcia prowadzą także inni lektorzy. Jakim jesteście zespołem?

- Jesteśmy bardzo zgrani, a każdy z nas jest nauczycielem z zamiłowania. To nasza pasja. Wspieramy się i motywujemy. Często wymieniamy się doświadczeniami i pomysłami, co powinniśmy rozwinąć albo wprowadzić, żeby nauka była bardziej efektywna. Uczestniczymy w różnych konferencjach dla nauczycieli i metodyków.

- Jakie ma Pani dalsze plany?

- Moja kreatywność jako lektora nie ma granic. W głowie mam wiele pomysłów. Czas pokaże, które uda się zrealizować.

Agata Flisiak

piątek, 22 czerwiec 2018 14:40

Pomagaliśmy i pomagamy

Jednym z punktów wczorajszej sesji Rady Miasta było głosowanie nad uchwałą w sprawie udzielenia wsparcia powiatowi w zakresie wykonania dokumentacji projektowej przebudowy skrzyżowania al. Lotników Polskich z ul. Rejkowizna. Radni jednogłośnie opowiedzieli się za inicjatywą.

Gmina od lat wspiera finansowo powiat świd­nicki, także w inwestycjach drogowych. Doskonałym przykładem jest decyzja o sfinansowa­niu i wybudowaniu należącej do powiatu świdnickiego ulicy Kuso­cińskiego. Z budżetu miasta pójdzie na ten cel ponad 24 mln zł.

- Dlatego z niedowierzaniem przeczytałem w jednej z gazet informację, że w sprawie dróg „najmniej we współpracę z powiatem zaangażowała się Gmi­na Miejska Świdnik” - mówi Waldemar Jakson, burmistrz Świdnika. - Mam nadzieję, że to zwykła pomyłka, gdyż trudno mi uwierzyć, aby ktokolwiek celowo wprowadzał mieszkańców w błąd.

Jak podkreśla burmistrz, nigdy nie wahał się pomagać partnerom z samorządu.

-  Moim celem jest stały, pewny i zrównoważony rozwój Świdnika. Na miarę możliwości i zaplanowanego budżetu pomagaliśmy, pomagamy i będziemy pomagać - dodaje W. Jakson

Tylko w ostatnich latach, pomoc dla starostwa (nie licząc inwestycji na Kusocińskiego) wy­niosła ok. 6 mln zł. Są w tym, mię­dzy innymi, dotacje dla szpitala i Komendy Powiatowej Policji (np. na zakup radiowozów) czy wyna­jem lokali po niższych niż rynkowe stawkach (np. siedziba Starostwa Powiatowego przy ul. Niepodle­głości). Oprócz przegłosowanej wczoraj uchwały w sprawie skrzyżowania, już niebawem ogłoszony zostanie przetarg na budowę kolejnego odcinka kolektora deszczowego. W tym wypadku, w ramach zadania wyremontowany zostanie fragment powiatowej ulicy Krępieckiej.

czwartek, 21 czerwiec 2018 14:49

Do Rzymu na rowerze

18 dni i prawie 3000 kilometrów do pokonania. Wydaje się niemożliwe? Nie dla niego. Kamil Misztal już trzeci raz wyrusza w trasę, by pomóc innym. W tym roku będzie zbierał będzie pieniądze na protezę dla Krzysztofa Celejewskiego, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku stracił nogę.

Kamil już nie raz udowodnił, że ma wielkie serce i ogromne chęci niesienia bezinteresownej pomocy. O tym jakie to ważne przekonał się sam, kiedy jako dziecko uległ poparzeniu i lekarze musieli amputować mu nogę. Dzięki ogólnopolskiej akcji zbierania plastikowych nakrętek i zaangażowaniu wielu osób, udało się kupić upragnioną protezę, dzięki której może realizować swoje pasje.

- Po tym, co przeszedłem pragnę pokazać, że mimo niepełnosprawności, można normalnie żyć. Nie warto rezygnować ze swoich marzeń - mówi Kamil Misztal.

Postanowił pomagać innym. Założył fundację „Krok do Marzeń”, która zorganizowała, między innymi bale charytatywne, turnieje piłkarskie, a także dwie wyprawy pod hasłem „W Protezie na Rowerze”. W tym roku planuje powtórzyć swój wyczyn.

- W 18 dni mam zamiar pokonać niecałe 3000 kilometrów, jadąc do Rzymu. Nasza trasa prowadzić będzie przez Kielce, Częstochowę, Kudowę-Zdrój, a następnie przez Pragę, Wiedeń do Włoch. Pokonam średnio około 150 kilometrów dziennie. Chcę udowodnić sobie i innym, że osoba niepełnosprawna można przełamywać bariery i zdobywać alpejskie szczyty – dodaje K. Misztal.

Jak co roku, wyprawie przyświeca szczytny cel. W tym roku Kamil chce wspomóc Krzysztofa Celejewskiego, 26-latka z Zajezierza. Jego pasją jest bieganie, które całkowicie go pochłonęło. W 2012 roku poważnie się tym zainteresował i zaczął startować w zawodach, głownie na dystansach 5 i 10 kilometrów. Miał w planach udział w maratonie, chciał także wstąpić w szeregi Wojska Polskiego. Na 3 tygodnie przed ukończeniem szkolenia przygotowawczego do Narodowych Sił Rezerwowych zdarzył się wypadek komunikacyjny, w wyniku którego stracił nogę.

- Chcę pomóc mu zebrać pieniądze na porządną protezę. Sam wiem jakie to ważne w powrocie do samodzielności, aktywności - dodaje K. Misztal.

Założyciel fundacji wystartuje 2 lipca, o godz. 8.00 spod Centrum Spotkań Kultur w Lublinie. Dzień wcześniej zaprasza na wspólny rekreacyjny przejazd ulicami Koziego Grodu.

- Prolog mojej wyprawy rozpocznie się 1 lipca, również spod CSK. Zapraszam wszystkich miłośników dwóch kółek na wspólną przejażdżkę.

Pierwszego dnia podróży pokona blisko dwustukilometrową trasę do Kielc. Zbiórka na protezę dla Krzysztofa prowadzona jest na portalu zrzutka.pl 

czwartek, 21 czerwiec 2018 14:39

Na ostatniej prostej

Świdnik otrzyma ponad 1,4 mln zł dofinansowa­nia z programu Ministerstwa Inwestycji i Rozwo­ju. Jeszcze w tym roku powstanie kilkusetmetro­wy odcinek ul. Sosnowej. Chęć jego budowy wyraziły dwie firmy.

Zainteresowanych otrzymaniem dodatkowych pieniędzy było wielu. Walka toczyła się o blisko 38 mln zł na budowę dróg.

- Złożono 229 kompletów dokumentów. Łączna wnioskowana kwota dofinansowa­nia to ponad 251 mln zł - wyliczał Radosław Brzózka, rzecznik pra­sowy wojewody.

Wśród nich znalazła się również droga należąca do Urzędu Miasta w Świdniku. Przedstawiciele ratu­sza wytypowali do programu ul. Sosnową. Argumentem „za”, była między innymi, gotowa dokumen­tacja na budowę tej ulicy. To o tyle istotne, że samorządy muszą wy­dać dodatkowe pieniądze jeszcze w tym roku. Nie będą więc miały czasu na przygotowanie doku­mentacji projektowej. Ulica Sosno­wa jest również bardzo ważna ze względu na lokalizację.

- Ulica nie znalazła się od razu w planie tegorocznych wydatków z uwagi na brak wystarczających środków finansowych. Oczywiście możliwość uzyskania dofinanso­wania jest dla nas przy tej inwesty­cji kluczowa - tłumaczył Karol Łukasik z Urzędu Miasta

Tym bardziej, że kilkuset metrowy odcinek drogi, od ul. Rubinowej do ul. Kolorowej, został wstęp­nie wyceniony na ponad 2 mln zł. Przedstawiciele ratusza założyli, że budowa rozpocznie się, nawet bez rzą­dowego dofinansowania, dlatego jeszcze przed ostateczną weryfi­kacją wniosków, ogłosili przetarg na realizację drogowej inwestycji. W ubiegłym tygodniu wszystko było już jasne. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju ogłosiło listę rankingową złożo­nych projektów. Świdnicka propozycja zna­lazła się na 8 miejscu i wiadomo, że otrzyma dofinansowanie. Będzie to bardzo duża pomoc, bo kwota dotacji wyniesie ponad 1,4 mln zł.

Do wczoraj urzędnicy czekali na oferty firm zainteresowanych budową drogi. Do przetargu zgłosiły dwa przedsiębiorstwa.

- Jedna z propozycji opiewa na niższą kwotę niż zakładana. Obecnie trwa analiza złożonych dokumentów - dodaje K. Łukasik.

Pracownicy ratusza chcą jeszcze w lipcu podpisać umowę z wykonawcą.

O rządowe pieniądze starał się rów­nież powiat świdnicki. Po konsulta­cjach społecznych przedstawiciele starostwa złożyli wnioski o dotację na remonty al. Armii Krajowej, ul. Generała Maczka, a także jednej z dróg na terenie gminy Rybczewice. Żadna z wymienionych inwestycji nie otrzymała dofinansowania.

czwartek, 21 czerwiec 2018 12:59

Mama z promilami

Ponad 2 promile alkoholu miała w organizmie 29-latka, którą w nocy znaleziono leżącą na chodniku. obok znajdowała się dwójka jej dzieci.

Zgłoszenie w tej sprawie wpłynęło dziś, po godz. 1.30. Jeden z mieszkańców zaalarmował, że na ulicy leży kobieta, a przy niej stoi dwójka nieletnich. Na miejsce wysłano patrol policji i pogotowie ratunkowe.

- Okazało się, że „niedyspozycja” kobiety wywołana jest upojeniem alkoholowym. 29-latka była w towarzystwie dzieci w wielu 6 i 8 lat - informuje Elwira Domaradzka, rzecznik KPP w Świdniku.

Cała trójka trafiła do szpitala, gdzie lekarze sprawdzili ich stan zdrowia. Następnie dzieci trafiły pod opiekę dziadków.

- Matka trzeźwieje w policyjnym areszcie. Nad ranem badanie alkomatem wykazało u niej ponad 2 promile alkoholu - dodaje E. Domaradzka

29-latce zostanie przedstawiony zarzut narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo. Zgodnie z kodeksem karnym, grozi jej za to kara do 5 lat pozbawienia wolności.

czwartek, 21 czerwiec 2018 09:46

Nie siedź w domu

Jutro w świdnickich szkołach po raz ostatni zabrzmi dzwonek. Zaczynają się dwa miesiące przerwy od nauki, które uczniowie wykorzystają na zasłużony wypoczynek, nawiązanie nowych przyjaźni i zabawę. Ci, którzy lato spędzą w mieście, na pewno nie będą się nudzić. Placówki edukacyjne oraz kulturalne przygotowały na ten czas ofertę bogatą w warsztaty, gry i zabawy sportowe oraz wycieczki do najciekawszych miejsc naszego regionu.

Szkoła Podstawowa nr 3 zaprasza dzieci i młodzież do korzystania z boisk przy ul. Kopernika 9 i 9A. Pierwsze będzie otwarte od poniedziałku do piątku, w godz. 15.00-21.00 oraz w soboty i niedziele, od godz. 11.00 do 21.00. Z drugiego można skorzystać od poniedziałku do piątku, od. godz. 9.00 do 21.00, a także w soboty i niedziele, między godz. 11.00 a 21.00.

Do spędzenia czasu na basenie zachęca SP nr 5. W wakacje pływalnia będzie otwarta w godz. 10.00 - 18.00. Najmłodsi świdniczanie i uczniowie szkół średnich posiadający ważne legitymacje, będą mogli skorzystają bezpłatnie.

Obiekty sportowe udostępni też Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 1. Mogą skorzystać z nich grupy dzieci i młodzieży pod opieką osoby pełnoletniej. Orliki będą otwarte codziennie w godz. 10.00-20.00.

Spółdzielczy Dom Kultury zaprasza dzieci od 7 roku życia na warsztaty „Robotyki z klockami lego i programowania robotów Dash&Dot”. Zajęcia odbędą się 27 i 29 czerwca, a także 2, 4 i 6 lipca, o godz. 12.30. Szczegółowe informacje i zapisy dostępne są pod nr tel. 691 890 715.

Atrakcje czekają również na tych, którzy wcześniej zapisali się na wakacje w Miejskim Centrum Profilaktyki lub Miejskim Ośrodku Kultury. Działająca przy MCP świetlica organizuje półkolonie, w których programie znalazły się konkursy, warsztaty plastyczne, zabawy sportowe i muzyczne oraz animacje. Natomiast uczestnicy akcji „Lato w mieście” organizowanej przez MOK, wybiorą się na basen, wycieczkę do Farmy Iluzji i Doliny Bystrzycy. Nie zabraknie też licznych warsztatów oraz zajęć ze Strefą Historii.

Latem warto też zajrzeć do kina „Lot”, gdzie będzie można zobaczyć, m.in.: „Jurassic Word: upadłe królestwo”, „Odlotowego nielota” oraz „Zimną wojnę”.

wtorek, 19 czerwiec 2018 12:47

Ze Świdnika na wakacje

 

 

 

Od dziś mieszkańcy Lubelszczyzny mogą korzystać z wakacyjnego połączenia do Burgas, nadmorskiego kurortu w Bułgarii.

Tuż po godz. 9.00 z Portu Lotniczego Lublin wyruszył pierwszy w tym roku samolot linii Small Planet. Rejsy do Bułgarii obsługiwane są maszynami Airbus A320, które we wtorki zabierają pasażerów z lotniska o 9:20, a w piątki o 15:50. Lot trwa 1 godzinę i 40 minut. Podróżni z wakacyjnego połączenia mogą skorzystać do 7 września.

Bilety dostępne są w formule „czarter mix”, co oznacza, że część miejsc zarezerwowana jest dla klientów biur podróży, a pozostała dostępna jest w ogólnej sprzedaży. Można je kupić za pośrednictwem: Net Holiday, Exim Tours, Neckerman, Watra Travel, Best Reisen Group, Oasis Tours lub samodzielnie zarezerwować lot na stronie internetowej przewoźnika Small Planet.

 

 

 

Strona 1 z 303

Najczęściej czytane

  • dsc_0043
  • DSC_0586
  • DSC_0621
  • DSC_0600
  • DSC_0617
  • mural-5
  • mural-7
  • DSC_0579
  • DSC_0560
  • DSC_0643
  • DSC_0599